A gdy Twoja świeca zgaśnie…


To nigdy nie jest łatwe. Odejście najwierniejszego przyjaciela i członka rodziny w jednej postaci, boli i pozostawia po sobie ranę, która z czasem się zabliźni. Jednak zanim to nastąpi, fizycznie czuje się ból złamanego na pół serca. Tak się właśnie czuję, jakby mnie było pół, pusta w środku, a na zewnątrz ludzka skorupa.

Frida odeszła nagle, absolutnie nie byłyśmy na to przygotowane. Jak się okazuje nowotwór nerek nie daje wcześnie objawów, sygnały pojawiają się dopiero gdy jest bardzo źle. Zostają wtedy już tylko nieliczne chwile razem. U ludzi to schorzenie może mieć postać złośliwą lub nie. U psów występuje tylko ta pierwsza forma tego paskudztwa. Nie ma ratunku. A ja jeszcze niedawno myślałam, że tylko rak wątroby jest wyrokiem. Jak to człowiek mało wie…

Aż do tej pory nie wiedziałam ile szczęścia i światła wniosła w nasze życie. Dopiero gdy jej zabrakło, zdałam sobie sprawę, że niesamowicie mocno ją pokochałam. Chyba nigdy przedtem żadnego ze zwierząt w naszym domu, nie darzyłam tak silnym uczuciem. Może dlatego, że Frida uczestniczyła w każdej sekundzie naszego życia? Święta, wakacje, wyjazdy służbowe, seminaria, praca i szkoła były tak dopasowane aby była z nami, a jeżeli było to niemożliwe, aby zawsze miała najlepszą opiekę i nie musiała zbyt długo zostawać sama.

Wiele mnie nauczyła, pokazała że nie wszystko da się zrobić na siłę. Czasem trzeba odpuścić, dopasować możliwości do nas obu, robić tak abyśmy obie były zadowolone, słuchać i obserwować się nawzajem, iść inną drogą. Robić coś co daje radość nam obu, choć w pewnym momencie zależało mi bardziej na tym by ona miała przyjemność z tego co robimy. Cieszyłam się, że ona była szczęśliwa.
Była (a tak naprawdę dalej jest) moją inspiracją i motorem do działania, szukania, poznawania lepiej psiego umysłu, zwyczajów. Pomogła mi zrozumieć jakiego psa potrzebuję, czego i jak powinnam w nim szukać. Dzięki niej, widzę więcej.

A teraz, nie słychać odgłosów stukających pazurków po podłodze. Pościel na łóżku nie jest przekopana, nie pojawia się mały rudzielec na odgłos otwierania metalowej puszki. Przy odgłosach krojenia, nie wystaje łepek spod koca. Przy otwieraniu drzwi wejściowych, nie witają mnie czarne roześmiane węgielki i machający się na wszystkie strony cienki ogonek. Mokry nosek nie trąca mojej nogi. Podczas drzemki nie czuję małego, ciepłego ciałka, które uwielbiało się przytulać i spędzać blisko każdą, nawet najkrótszą chwilę razem.

Mam nadzieję, że przez te prawie dziewięć lat była z nami szczęśliwa.

Jest mi smutno, bo już jej nie ma. Ale zostały niezliczone wspomnienia, masa zdjęć i filmów. Cieszę się, że pojawiła się w moim życiu. To był niezwykły czas.